Dziennik pokładowy cz. I czyli Wadko i Sadko na Zawiszy

16.12.2012 r.
Po milionie godzin spędzonych w pociągu, wizycie na kebabie w Szczecinie i przeprawie promem w Świnoujściu wreszcie dotarłyśmy na pokład Zawiszy. Był to zdecydowanie punkt styczny dla przyjezdnych z jednego, drugiego a nawet trzeciego końca Polski.
Kiedy przydzielono nas do poszczególnych wacht (Sadko – I, Wado- IV), zdążyłam tylko przywitać się ze wszystkimi, znaleźć swoją koję, dowiedzieć się, że średnica rury w WC jest znacznie mniejsza niż w domu, rozpakować się i pójść spać, ponieważ zmęczenie w końcu dało o sobie znać. Na szczęście jeszcze wtedy było mi dane przespać całą noc, podczas gdy Wado o 4:00 dzielnie pełniła swoją pierwszą na tym rejsie wachtę.
(„A ja się nie boję sama na WACHCIE stać…” A Ty? Co sobie nucisz w środku nocy?)

17.12.2012 r.z perspektywy I wachty
Śniadanie, czyli jak nie opluć wszystkich dookoła, kiedy Rafał z Miśką opowiadają anegdotki. O ile On zadbał o gimnastykę naszej przepony, Ona dołożyła do tego jeszcze gruntowną edukację z zakresu weterynarii i specjalnego traktowania knura w wyjątkowych (dla niego) okolicznościach.
Po śniadaniu czekały nas REJONY. Jakkolwiek tajemniczo to brzmi, chodziło po prostu o szeroko pojęte sprzątanie. Łazienka, WC, kubryk, mesa, zaawansowana konserwacja powierzchni płaskich, te sprawy… Następnie ok. 11:00 odbyło się oficjalne rozpoczęcie rejsu i przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju na pokład statku. Kolejnym punktem programu było 3-godzinne szkolenie o tym co, gdzie i jak prawidłowo stawiać żagle i rzucać rzutki. Niektórzy nucili sobie w głowie: „Jestem bardzo młoda jeszcze, obca morska mi robota…”, inni udawali skupienie na zmianę z przejęciem, a jeszcze inni mieli w pamięci porady znajomych: „Pamiętaj! Jak zobaczysz na horyzoncie górę lodową, masz stanąć na bukszprycie, rozłożyć ręce i być romantyczna!” (No nie przekonało mnie to. Pewnie dlatego, że na horyzoncie nie było góry… :P //Sadko).
No i zaczęło się. Po szkoleniu przejęliśmy wachtę kambuzową. W myśl zasady, że głupi ma zawsze szczęście, ominęło nas zbiorowe obieranie ziemniaków, ponieważ na obiad tego dnia był ryż. Potem przerwa, drzemka (pół godzinki dla słoninki), kolacja, wachta nawigacyjna („Czwarta nad ranem… może sen PRZEJDZIE…”) i tak aż do śniadania.

To be continued…

324093_4098871359503_1210878145_o
fot. M. Misiurewicz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s